Na zdjęciu poniżej, część ludu cierpiętniczego naszego pamiętnego wydziału, aż się łezka w oku kręci, że to już koniec. Chociaż odczywam pewną radość, jak widać poniżej reszta też nie pogrążyła się w depresji.
Potem przeszliśmy do BWA na pyszny obiad w cudownym towarzystwie.
Motywem przewodnim był mój czerwcowy przysmak, trusssskawki.
Zrobiliśmy też rozgrzewkę przed plenerem, który odbędzie się w Krakowie na Kazimierzu.
A teraz odrobina prywaty, dziękuję za cudowny dzień, przepyszny obiad i sobotnie garden wedding party!